Serwis dla Polaków mieszkających w Niemczech

Miłosz a Alzacja

Alzackie ślady Mi?osza

1
Nie ?atwo tutaj trafi?. Na drogowskazach Mittelbergheim pojawia si? dopiero na kilka kilometrów przed samą miejscowością. Trzeba ca?y czas kierowa? si? na, po?o?one u podnó?a Wogezów, Barr – pi?kne średniowieczne miasto, nad którym górują ruiny zamków Haut Andlau i Fondes. Przeje?d?am malowniczymi uliczkami i w pewnym momencie, w g?stym otoczeniu informacji turystyczno-drogowych, pojawia si? ta, która najbardziej mnie interesuje. Po czterech kilometrach wy?ania si?, wśród szeroko na wzgórzach rozlanych winnic, tablica z napisem Mittelbergheim nad nią inna, świadectwo dumy mieszka?ców z powodu przyznania tak zaszczytnego wyró?nienia, z inskrypcją: L’un des plus beaux villages de France (jedna z najpi?kniejszych wiosek Francji).
Miejscowoś? usytuowana na starym celtyckim trakcie, ?ączącym przez górskie prze??cze Gali? z Nadrenią, wspomniana zosta?a po raz pierwszy w kronikach w 741 roku jako Montularem, mo?e poszczyci? si? wyjątkowo bogatą architekturą zabytkową. Zachowa?y si? tu budynki z średniowiecza, cho? najbardziej reprezentatywne pochodzą g?ównie z epoki renesansu. Mittelbergheim to przede wszystkim wieś winiarzy (cité du vin – jak informuje kolejna tablica „propagandowo-turystyczna”). Zdecydowana wi?kszoś? mieszka?ców zajmuje si? uprawą winorośli; tu te? mieszkają jedni ze znamienitszych producentów alzackiego wina tacy jak: Bernard Hansman, Jean Pierre Rietsch, Fernand Seltz, Gérard Dolder, Andre Wantz, czy Francois Tritschler, którzy doskonale wykorzystują zalety okolicznej ziemi, wyjątkowo bogatej w wap?, dzi?ki któremu miejscowy gewurztraminer, czy tokay-pinot gris charakteryzuje si? specyficznym bukietem smakowym. Mittelbergheim jednak najbardziej s?ynie ze swojego sylvanera, przez znawców szczególnie ceniony jest ten uprawiany na wzgórzu Zotzenberg.
Spacerując tutejszymi zau?kami mo?na odnieś? wra?enie, ?e czas si? zatrzyma?, jakby mieszka?ców nie interesowa?y sprawy „wielkiego świata”; z pasją oddają si? winnicom, o których mogą bez opami?tania opowiada?, przy butelce wina oczywiście, ca?ymi godzinami. Wszystkie detale i ozdoby upi?kszające ulice, zw?aszcza dwie wspania?e t?ocznie z XVI wieku, u?ywane jeszcze w latach sześ?dziesiątych ubieg?ego stulecia, tylko utwierdzają w przekonaniu, ?e tutaj ?yje si? wy?ącznie winem i… muzyką. Tak – muzyką! Mittelbergheim mo?e poszczyci? si? równie? jedną z bardziej renomowanych w regionie szkó? muzycznych; przedpo?udniem z okien sal lekcyjnych, a popo?udniu z domów uczniów, p?yną w wieś melodie utworów klasycznych kompozytorów. I ta dzisiejsza ciep?a m?awka… idealne miejsce, by duchowo odpoczą?.
Sądz?, ?e kilkadziesiąt lat temu w Mittelbergheim panowa?a podobna atmosfera. W 1951 roku przebywa? w nim Czes?aw Mi?osz. Musia? by? pod wielkim wra?eniem promieniującego stąd wyjątkowego nastroju, skoro napisany tutaj wiersz pó?niej b?dzie zamyka? tom Świat?o dzienne. Utwór, dedykowany Stanis?awowi Vincenzowi, zbudowany jest na kontraście mi?dzy wewn?trznym niepokojem (Nie go? mnie / Ogniu, pot?go, si?o, bo za wcześnie) i wyjątkowym klimatem Mittelbergheim (Wino śpi w beczkach z d?bu nadre?skiego). Ów ogie? rodzi si? w duszy poety, jednak nie pochodzi od niego; jest czym obcym, czymś zewn?trznym. To natchnienie, które popycha ku granicy za którą spe?nia si? barwa i d?wi?k / I po?ączone są rzeczy na tej ziemi; to si?a, która ma niejako w?adz? nad poetą (ty, co mnie / Trzymasz we wn?trzu d?oni) a jednocześnie „duch opieku?czy” (Ty, co dajesz pewnoś? / W godzinie l?ku, tygodniu zwątpienia). W opozycji do tego ognia, w atmosferze i ciszy śpiącego Mittelbergheim, gdzie wyra?nie s?ycha? najmniejsze d?wi?ki (S?ysz? ma?e ?ród?o / Pluszczące w cembrowin? na podwórzu, stuk / Drewniaków na ulicy) fermentuje w beczkach wino. Tu nic nie dzieje si? nagle, w „szale”; dojrzewanie wina wymaga czasu. Pod tymi symbolicznymi obrazami kryje si? sytuacja wewn?trzna podmiotu lirycznego, który stoi na rozdro?u, przed wyborem mi?dzy dwoma odmiennymi ?ród?ami realizacji drogi poetyckiej (mittelberg znaczy w po?owie góry): profetycznym natchnieniem i kontemplacją świata. Zdaje si? sk?ania?, cho? nie bez trudu, ku tej drugiej dykcji lirycznej (Za wcześnie jeszcze, niech wino dojrzewa, / Niech podró?ni śpią w Mittelbergheim).
Kiedy si?gniemy po pozaliterackie świadectwa twórczości Mi?osza, odnajdziemy w jego wypowiedziach s?owa opisujące ten okres jako czas stagnacji, czas szukania nowego natchnienia, nowej formy ekspresji. W rozmowach z Renatą Gorczy?ską („Podró?ny świata”) noblista w ten sposób charakteryzuje swoje wewn?trzne zmagania: …we Francji by?em w impasie. Nie mog?em pisa? wierszy. Dla mnie sama kontemplacja świata by?a dostatecznie przejmująca, ciekawa w sensie ontologicznym. Natomiast okoliczności by?y takie, ?e trudno by?o obroni? si? przed historią, spo?ecze?stwem. Wszystko to mnie odrywa?o, stąd wszed?em w korkociąg. To znaczy wkr?ci?em si? w jakiś heglizm. Sam utwór „Mittelbergheim” Mi?osz przedstawia jako wiersz rekonwalescencji i podkreśla, ?e pośród pozosta?ych utworów z tego okresu, nacechowanych cz?sto zabarwieniem publicystycznym, ten jest bardzo osobisty.
Początek lat pi??dziesiątych by? dla poety trudnym czasem nie tylko ze wzgl?du na jego rozterki związane z niemocą twórczą – to tylko wtórny skutek powa?niejszego kryzysu osobistego. G?ównym jego ?ród?em by?a decyzja (a raczej jej konsekwencje) pozostania na emigracji; w komunistycznej Polsce okrzykni?ty zdrajcą, a w środowiskach polonijnych ciągle traktowany z dystansem i nieufnością. Czary goryczy dope?nia?y wewn?trzne rozdarcie ideowe autora „Ocalenia”. Z jednej strony szczerze wierzy? w ewolucjonizm typu marksistowskiego, a z drugiej by? zniesmaczony tym co si? dzia?o w powojennej Polsce. Na emigracji czu? si? jak „tr?dowaty”. Wówczas z pomocą pośpieszy? mu Stanis?aw Vincenz. Prof. Miros?awa O??dakowska-Kuflowa (KUL) tak komentuje jego wp?yw na Mi?osza: „Kiedy Mi?osz zdecydowa? si? pozosta? na Zachodzie, w?aściwie prze?ywa? dramat. Widzia? okrucie?stwo tego, co przynios?a rzeczywistoś? powojenna w Polsce, a jednocześnie by? przekonany, ?e w naszej cz?ści świata dokonuje si? cos wa?nego dla przysz?ości. Dlatego czu? si? zdrajcą, by? chory na duszy, niezdolny przez d?u?szy czas do trze?wego ocenienia nawet swojej osobistej sytuacji. Stanis?aw Vincenz od początku widzia? wielki talent i potencja? w Mi?oszu, równie? wtedy, gdy jeszcze go nie znal osobiście. Dzi?ki Jele?skiemu pozna? tom „Ocalenie” i by? nim oczarowany, dlatego, gdy dowiedzia? si? od Giedroycia, ?e przebywa w Pary?u i w jakim jest stanie psychicznym, sam zainicjowa? znajomoś? i zabra? si? za „leczenie”. Najpierw przez okazanie serdeczności i zrozumienia, gdy znaczna cz?ś? emigracji krzyczy: zdrajca! Rok 1951 to by? dopiero początek tej „kuracji”. Vincenz zrobi? w tym czasie bardzo wiele dla Mi?osza poczynając od wytyczania horyzontów innych wartości, poprzez inspiracje do pracy, mi?dzy innymi do napisania „Doliny Issy”, poprzez wskazywanie lektur, jak równie? pomoc w przek?adzie „Zniewolonego umys?u” na j?zyk francuski (czuwa? nad poprawnym rozumieniem polszczyzny Mi?osza). Sam Mi?osz o znaczeniu Stanis?awa Vincenza dla niego w tym okresie wspomina, mi?dzy innymi, w eseju „La Combe”.
Po d?ugim spacerze uliczkami Mittelbergheim, „śladami noblisty”, wchodz? do domu Fernanda Seltz’a, jednego z tutejszych producentów wina. Opowiadam gospodarzowi o Mi?oszu, jego pobycie w ich wiosce, o tym i? by? wielkim poetą, który w 1980 roku otrzyma? nagrod? Nobla; t?umacz?, ?e w?aśnie stąd moje pragnienie (a mo?e raczej kaprys), by akurat w tej miejscowości kupi? pamiątkową butelk? wina. A tak, czyta?em coś o nim – przerywa mi winiarz – on by? W?grem prawda? Nie, prosz? pana – poprawiam – to by? polski poeta.

2

Jak na razie to jesteśmy we Francji – tak nieco przewrotnie, na pytanie, cz?ścią którego z pa?stw, Francji czy Niemiec, Alzacja wola?by pozosta?, odpowiada Marc Wegner, emerytowany profesor Uniwersytetu Marca Blocha w Strasburgu. Po chwili, ju? powa?niej, dodaje: Sercem nam bli?ej do Pary?a. To jak na razie cz?sto pojawia si? u rodowitych Alzatczyków w wypowiedziach dotyczących obecnej sytuacji geopolitycznej ich regionu. Alzacja jest specyficzna. Jej mieszka?cy, mimo, ?e emocjonalnie są związani (jak na razie!) z Francją, jednak mocno akcentują swoją odr?bnoś?. Aby to zrozumie? trzeba cofną? si? o tysiąc pi??set lat. Wywodzą si? z germa?skiego plemienia Alemanów, które w V wieku najecha?o na zromanizowaną ludnoś? celtycką osiad?ą mi?dzy Wogezami a Renem, tworząc zalą?ek bardzo pr??nego i bogatego ksi?stwa, o zwierzchnoś? nad którym rościli pretensje zarówno królowie francuscy jak i w?adcy niemieccy. Tak trwa?o to przez wiele wieków, a? do czasów wspó?czesnych; dla przyk?adu od 1870 do 1945 roku granica przesuwa?a si? tutaj cztery razy.
Pod wzgl?dem j?zykowym (alzacki, nale?ący do rodziny dialektów alema?skich, jest bardzo podobny do schwabisch, którym pos?uguje si? rdzenna ludnoś? Badenii-Wittenbergii), kulturowym, historycznym i mentalnościowym, Alzatczycy są bardziej niemieccy ni? francuscy, jednak jako „odmie?cy” lepiej si? czują we Francji, gdzie mogą mocniej podkreśla? swoją odr?bnoś?. Uda?o si? im zachowa? swoje prawa regionalne, które nie wyst?pują w pozosta?ej cz?ści kraju np.: zachowano konkordat napoleo?ski z 1802 roku, w?asne prawo szkolne, prawo ?owieckie, oraz prawo do… destylacji alkoholu na prywatny u?ytek. Z natury są lud?mi upartymi, pracowitymi, powściągliwymi wobec obcych, chocia? z drugiej strony wida? w nich wielką wra?liwoś? wobec ludzi skrzywdzonych i s?abych (tutaj prze wiele wieków znale?li schronienie ?ydzi). Ponurym okresem w historii Alzacji by? czas drugiej wojny światowej. Chyba nie znajdzie si? rodziny mi?dzy Renem a Wogezami nie naznaczonej wcieleniem do wermachtu kogoś z bliskich. Zaciągni?tych do wojska si?ą Alzatczyków zwykle wysy?ano na front wschodni. Osobiście pozna?em starszego pana, którego odzia?, w sierpniu 1944 roku, stacjonowa? na przedpolach… Warszawy. Paradoksy wspó?czesnej historii naszego kontynentu. W w?aśnie ze wzgl?du na skomplikowane i pe?ne bólu losy tego regionu, b?dącego, przez wiele wieków, przedmiotem sporu mi?dzy Francja a Niemcami, stolica Alzacji zosta?a wybrana jako miasto-symbol pojednania mi?dzy obydwoma narodami, a w dalszej perspektywie, jako stolica jednoczącej Europy.
Dzisiaj Ren, dzielący dolin? na dwa p?aty, staje si? rzeką, która jednoczy; wyp?ywamy z ró?nych brzegów, ale teraz chcemy p?yną? wspólnym nurtem. Stary most graniczny, mi?dzy Strasburgiem a Kehl, sta? si? mostem ?ączącym. Z okazji pi??dziesiątej rocznicy powstania Rady Europy poproszono czterdziestu Europejczyków, ludzi pióra, aby napisali okolicznościowy tekst b?dący komentarzem do wspó?czesnych przemian w Europie; Przes?ane propozycje, zapisane w oryginalnym j?zyku pisarza, umieszczono wzd?u? balustrad mostu, na podświetlonych, turkusowym świat?em, tablicach. 29 kwietnia 1999 roku uroczyście ods?oni?to odnowiony, „inny” Pont d’Europe. Pośród wielu znanych nazwisk (Fornatumo Pasqualino, Seamus Heaney, Magnus Lingberg, Juan Manuel de Prada, B?aga Dimitrova) jest równie? przedstawiciel Polski – Czes?aw Mi?osz. Tablica z jego tekstem, znajduje si? jako piąta po lewej stronie, gdy si? wje?d?a na most od strony niemieckiej.
Czytam na niej takie s?owa: Jestem g?osem innej Europy, obejmującej wiele miast i wiele krajów na wschód od Niemiec. Oby ten most mi?dzy Francją i Niemcami przypomina? o innych mostach, jakie nale?y zbudowa?, po to, ?eby Europa sta?a si? jednością. Tak jak wiele zadawnionych przyzwyczaje? i wzajemnych uraz musiano przezwyci??y? zanim ten most braterstwa sta? si? mo?liwy, jednoś? Europa odzyska tylko wtedy, kiedy lina dzieląca ją na Zachód i Wschód, na jej „lepszą” i „gorszą” cz?ś? przestanie istnie? w umys?ach. Wbrew dawnym podzia?om, jest coś, co nas ?ączy. Jest to pami?? o Po?udniu, o cywilizacji śródziemnomorskiej, która jest stale obecna w naszej religii, filozofii, monumentach j?zyka, malarstwa i architektury. Ros?em w mieście najdalej na pó?noc si?gającego baroku rzymskokatolickich kościo?ów i uczy?em si? w szkole recytowa? Horacego oraz Owidiusza, dlatego wolno mi by?o myśle? o Europie jako mojej ojczy?nie. Z godną podziwu wytrwa?ością wyobra?nia mieszka?ców Pó?nocy w ciągu wieków kierowa?a si? poza Alpy, ku Italii. Podró?e do Italii by?y w istocie pielgrzymkami do sanctuarium europejskiej cywilizacji. By? mo?e gdyby nie tak średniowieczna świadomoś? wspólnego dziedzictwa, gdyby nie symboliczne imiona Dantego, Giotta, Micha?a Anio?a, nie narodzi?aby si? idea zapomnienia wzajemnych wrogości i uraz, aby zjednoczy? Europ? w imi? przysz?ości.
Przez chwil? wpatrywa?em si? w nurt rzeki. Mija?a mnie liczna rodzina murzy?ska wracająca z zakupów z niemieckiego „Lidla”. Nie rozmawiali ze sobą po francusku, ani po niemiecku, ani w ?adnym innym europejskim j?zyku….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

polonia-serwis.de

1 rok 8 miesięcy temu

Jest nas już 5000 !!!